Mam przyjaciół w Pruszkowie…
czwartek, 30 grudnia 2010 15:17
I w Wołominie też. Fajnie brzmi, co nie?  Ale nie bójcie nic, już wyjaśniam…

Koniec roku to tradycyjnie czas różnego rodzaju podsumowań i bilansów, więc i ja pokusiłem się o małe podsumowano ostatnich dwunastu miesięcy. Oj działo się, działo!

Po pierwsze primo: od roku mam siostrę.
Ma na imię Olena. Jest to na ogół pożyteczne stworzenie (nie kiedy po mnie łazi). Świetnie wyjada okruszki z dywanu i potrafi sięgać po zabawki, po które ja nie mogę… Na razie trudno prognozować co dalej pocznę z tym bąkiem, bo sprawa jest rozwojowa .

Po drugie, jeszcze ważniejsze primo: mam mnóstwo przyjaciół! I to w całej Polsce!
W listopadzie urzędy skarbowe rozliczyły wpłaty z tytułu 1%. Hojność darczyńców była dla wszystkich dużym zaskoczeniem. Liczyłem na przyjaciół z Warszawy, Łodzi i Legionowa tymczasem okazało się, że przyjaciół mam w całej Polsce!  M.in. w Łodzi, Katowicach, Krakowie, Giżycku, Łomży, Bielsko-Białej, Słupsku, Sokołowie Podlaskim i w wielu, wielu innych miejscach, których nie sposób tu wymienić (w tym miejscu muszę zaznaczyć, że pogłoski o skąpstwie poznaniaków są zdecydowanie na wyrost )

Tak, tak, przyjaciele dopisali w tym roku jak nikt. Większości nigdy nie poznam, ale myślę o Was wszystkich i dziękuję z całego serca.

Dzięki Waszym wpłatom bezpośrednim oraz zbiórkom w tym roku:
·         odbyłem ponad 100 godzin fizjoterapii i zajęć logopedycznych
·         byłem na turnusie rehabilitacyjnym w Bielsku-Białej
·         otrzymałem cały potrzebny sprzęt rehabilitacyjny tj. wałki, piłki, kliny, Peto-stolik i zabawki edukacyjne a pod choinkę „żelaznego rumaka”, czyli z dawna oczekiwany pionizator R82, model Toucan.

W tym roku wzruszyły mnie szczególnie dwa wydarzenia, które z pewnością trwale zapiszą się w klubowych annałach, tj. bieg Szymka w maratonie celem zbiórki środków na pionizator a także paczka świąteczna od Pani Marty Bartosiewicz i pracowników firmy Inpharm. Wszystkim, którzy pomogli przesyłam moc uścisków!

Po trzecie: jestem większy, silniejszy i bardziej wygadany!
Poczyniłem postępy. Powoli zbieram się do siadania i z maleńką pomocą potrafię się chwilę utrzymać w tej pozycji samodzielnie (zwłaszcza jeśli w TV nadają akurat „Strażackie opowieści”). I co najważniejsze: zaczynam to lubić!
Lepiej idzie mi jedzenie gęstszych i twardszych pokarmów. Stałem się małym kanapkowym głodomorem (zwłaszcza w zakresie bułek z dżemem ). Pracuję nad tym, żeby karmić się samodzielnie.

Całkiem sporo też gadam! Wprawdzie rozumieją mnie tylko rodzice, ale póki co to wystarcza. Mówią, że z tym gadaniem to idzie mi aż za dobrze, bo ciocie, które przychodzą do mnie na gimnastykę, najczęściej słyszą ode mnie „nie mogę”, „nie umniem” albo „Tytus męczony” . Naturalnie nie bardzo liczą się z moim zdaniem, ale to całkiem inna sprawa.

Plany!
Nikt tak naprawdę nie wie, czym zaskoczy nas jutro, ale pewne jest, że gimnastyka mnie nie ominie. Nie ominą mnie także zajęcia z mówienia i samoobsługi. Marzy mi się pływanie z delfinami , więc trzymajcie kciuki. Rodzice mówią też, że zapiszą mnie do klubu o nazwie „przedszkole”. Ktoś wie może o co chodzi?

Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam wszystkich i życzę spełnienia marzeń w Nowym Roku!!!!!!!!!!!!!!
Do usłyszenia!