Ukradli nam wózek – cz. III – Kable Ożarów.
środa, 24 października 2012 20:40

Sprzedam wózek Phil&Teds model VIBE. Wózek jest w idealnym stanie. Lekko się prowadzi, dosłownie płynie. Spośród wszystkich wózków, które miałam ten stoi na najwyższym stopniu podium, przed Mutsy, Maclarenem i innymi… Szkoda, że moja córeczka już z niego wyrosła. Do wózka dorzucam pałąk, uchwyt na kubek i folię przeciwdeszczową prawie nową, używaną może ze dwa razy. Cena: 1000 zł

Tak mniej więcej brzmiało ogłoszenie. Kontakt tylko przez formularz Gumtree. Zadzwoniłem do Gośki.

- I na co Ci to wygląda? – zapytałem.

- Wygląda mi, że jakaś Pani sprzedaje swój wózek - odparła.

 - No proszę cię… Bez fotelika? W dodatku czerwony, z uchwytem i folią…

- …i z pałąkiem

- Pewnie dokupiła.

- A jaki złodziej będzie ci się bawił w dokupywanie?

- Taki, który chce sprzedać!

- Weź przestań! Masz obsesję, rozumiesz?

- To nie chcesz wózka, tak?

- Uspokój się i posłuchaj mnie przez chwilę. Muszę ci coś ważnego powiedzieć, ok.? Dziś jak wracaliśmy, Tytus mówił przez całą drogę, że boli go pupcia. I w domu patrzę a on tam ma gigantycznego siniaka na kości ogonowej. Zrobiło mu się od tego cholernego wózka. I to po jednym dniu! Myślę, że go to strasznie boli i boję się, że za chwilę nie będzie chciał siedzieć w ogóle i znów będzie tylko leżał. A to oznacza, że musimy czym prędzej kupić jakiś wózek, bo tym się nie da jeździć. I powiem ci, że przeszukałam Internet i właściwie jedyne wózki, które się dla nas nadają to właśnie Phil&Teds, którym pojeździ może z pół roku…

- Albo?

- Albo… Pamiętasz tego Joggera co ci wczoraj pokazywałam? Zadzwoniłam do sklepu i pan mi powiedział że akurat tego by mi nie polecał bo on nie ma pozycji siedzącej jest tylko półleżąca i polecił mi taki wózek Eio i ja czytałam na forum że on jest chwalony bo w ogóle nie ma innych wózków dla starszych dzieci takich cztero-sześcioletnich i kobiety pisały że właśnie Phil&Teds albo ten Jogger albo ten Eio tylko że on jest teraz w delegacji i musiałby sprawdzić czy go ma jeśli ma to mógłby nawet dziś przyjechać pokazać bo tego joggera akurat nie ma muszę przyznać że mówił uczciwie i całkiem do rzeczy widać że się zna…

- Chwila, chwila! A jaka cena?

- Cztery i pół…

Zrobiło mi się trochę duszno.

- A tego joggera?

- Też cztery i pół… One wszystkie tyle kosztują! Inwalidzkie także! Można dostać dofinansowanie z NFZ i on jeszcze pomaga w tym, że można dostać z pefronu czy czegoś tam i on ma mi dać znać bo jeśliby mógł to będzie koło osiemnastej i chciałabym żebyś przy tym był więc proszę cię żebyś dziś wyszedł z pracy normalnie…

Pan rzeczywiście okazał się sympatyczny, ale Eio po złożeniu nie różnił się specjalnie gabarytami od małej ciężarówki i stwierdziliśmy, że Gosia może mieć problem ze zmieszczeniem go do samochodu. Pan był spocony jak maratończyk od składania i rozkładania, ale uparcie odmawiał czegokolwiek do picia. Wymieniliśmy się kontaktami i pan obiecał, że odezwie się jak będzie mógł zademonstrować nam tego Joggera.

Kiedy sobie poszedł dochodziła ósma. Szybko zgarnąłem z talerza obiad i poszedłem na komendę.

Tak jak ostatnio czekałem prawie godzinę, zanim pozwolono mi przedstawić swoją sprawę. Pokazałem policjantowi wydruk ogłoszenia.

- Dlaczego Pan myśli, że to Pana wózek?

- Dlatego, że sprzedawany jest bez fotelika, że jest uchwyt na kubek i folia… - wymieniałem to wszystko na jednym oddechu - … i że jest czerwony i że jest w Ożarowie…

Miałem wrażenie, że na hasło „Ożarów” policjant trochę się napiął i przez ułamek sekundy popatrzył na mnie nieco przytomniej.

- I co z tego, że w Ożarowie? – spytał.

***

Rok wcześniej kiedy szukałem dla siebie mieszkania na Jelonkach, poznałem Panią Halinę. Mieszkanie, które chciała sprzedać spełniało nasze niewygórowane oczekiwania i miało dość atrakcyjną cenę. Jedyny szkopuł był w tym, że Pani Halina chciała je zamienić na nieco mniejsze mieszkanie za dopłatą. Bardzo nam się spieszyło więc pomagaliśmy Pani Halinie szukać mieszkania dla niej. Któregoś razu zabrałem Panią Halinę na przejażdżkę, żeby pokazać jej mieszkania, które dla niej wybrałem. Pierwsze nawet jej się podobało, ale po zastanowieniu uznała, że dla niej jednak za daleko, bo na Białołęce. Drugie znajdowało się w Ursusie, jednak nie wzbudziło jej zachwytu. Trzecie było właśnie w Ożarowie, i widziałem, że oczy jej się zaświeciły. Kiedy wracaliśmy zagaiłem:

- Pani Halino, i jak się Pani podobało to mieszkanie?

- Mieszkanie ładne. Nie przeczę. Ale to jednak Ożarów... – odpowiedziała.

- Ale dojazd przecież ma Pani idealny. I przystanek niedaleko…

- Ale wie Pan, to jednak Ożarów…

Właściwie to nie wiedziałem. Zamilkłem na chwilę. Szukałem w pamięci, czy czegoś czasem nie przeoczyłem. Ciekawość jednak wzięła górę.

- Rozumiem, że nie chce Pani tu mieszkać, ale nie wiem dlaczego. W czym Ożarów jest gorszy od Ursusa? Chyba nawet bliżej ma Pani stąd do pracy?

Pani Halina wzięła oddech i powiedziała:

- Kabel Ożarów, nie słyszał pan? – popatrzyła na mnie badawczo. - Tutaj była fabryka kabli na całą Polskę. I upadła parę lat temu. Ludzie poszli na bezrobocie, no i tak to się potoczyło… Teraz dużo jest tu patologii.  Połowa moich pacjentów jest właśnie stąd, z Ożarowa. Widział Pan tą młodzież pod blokiem?

Pani Halina pracowała w przychodni terapii uzależnień. Jej syn był alkoholikiem. Powiedziała mi później, że bałaby się, że w takim miejscu „będzie go ciągnąć”.

Kiedy kupiłem swoje mieszkanie, kontakt z Panią Haliną zwyczajnie mi się urwał. Potem przez długi czas zastanawiałem się w jakim celu los nas ze sobą zetknął. Całą tę historię odstawiłem w pamięci na półkę z etykietką „nieprzydatne”. Ale kiedy Grzegorz powiedział, że ktoś sprzedaje wózek właśnie w Ożarowie, coś zaskoczyło. Intuicja podpowiadała mi, że to właśnie jest mój wózek. I że historia o córeczce, która z wózka wyrosła to zwykła ściema.

***

Policjant wziął ode mnie wydruk ogłoszenia. Bezskutecznie szukałem na jego twarzy oznak większego zainteresowania czy zaintrygowania. Zaobserwowałem jedynie ziewanie.

- Czy jest jakaś możliwość aby po numerze ajpi dotrzeć do tej osoby? - zapytałem

- Pewnie można ale musi upłynąć siedem dni, potem dopiero piszemy do prokuratora.

- To co ja mam zrobić? Mam czekać aż się sprzeda?

- Proponuję Panu, niech się Pan skontaktuje z tą osobą i poprosi może o jakieś zdjęcia. Albo spróbuje się umówić. Jak odpowiedź będzie jakaś „szemrana” to będzie wiadomo.

- Aha, to dziękuję.

W domu Gośka powiedziała:

- Zwariowałeś chyba! A nawet jak to jest twój wózek to co zrobisz? Powiesz, że to twój? Przecież w łeb ci dadzą i będziemy się wozić po szpitalach. Mało masz problemów?

Nie posłuchałem. Chwilę pomyślałem i napisałem tak:

Witam,

Jestem wstępnie zainteresowana tym wózkiem. Czy dużo jeżdżony? Czy łatwo się składa? Może ma Pani jakieś inne zdjęcia? Mój numer to …. 502…

Podałem numer do Gośki. W końcu faceci nie szukają wózków. E-mail wysłałem ze swojego starego konta Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , Najpierw też się upewniłem, że e-mail nie ujawnia mojego nazwiska.

Odpowiedź przyszła nazajutrz rano.