Witajcie na stronie Klubu Przyjaciół Tytusa!

Jest to wyjątkowe miejsce, tak jak wyjątkowy jest chłopiec, który zainspirował nas do powołania klubu (nawet teraz, kiedy piszę te słowa Tytus tarza się po dywanie, dusi mechanicznego motyla i śmieje się w głos).

Zapraszamy Was do jego świata. Świata małych kroczków na krętej i kamienistej, ale pięknej drodze, której cel wciąż jest nieznany. Dzięki Wam możemy przemierzać ją wspólnie. Dołączcie do nas, wstąpcie do Klubu Przyjaciół Tytusa.

Aktualności
Biegnij Szymon, biegnij...
czwartek, 09 września 2010 22:31
Co odróżnia drapacze chmur od przypadkowej góry stali i kamienia? Plamę atramentu od poezji Cycerona? Garść piachu od mikroprocesora? Co jest tą rzeczą, która napędza świat?

Szymon ma zamiar przebiec półmaraton. Nietrudno sobie wyobrazić, jak karkołomny jest to wyczyn. Zwłaszcza dla osoby, która dopiero zaczyna przygodę z bieganiem. Ale Szymon jest zdeterminowany i chce spróbować. I chce to zrobić dla mnie. Zbiera pieniądze na pionizator i kombinezon. Bo tą rzeczą, która robi różnicę jest właśnie chcenie. Dążenie do osiągania rzeczy spektakularnych i nietuzinkowych. Jednak Szymon nie da rady przygotować się sam. Potrzebuje Waszego wsparcia. Tylko wyobraźcie sobie… 5 rano. W pokoju wyje autoalarm. Zaraz, zaraz… Autoalarm? W pokoju? No tak… To nie żaden autoalarm tylko budzik. Nastawiliście go poprzedniego dnia, żeby nie zaspać na trening. Próbujecie go ignorować, ale budzik nie daje za wygraną. Wygrzebujecie się spod ciepłej kołdry i wyglądacie przez okno. Leje. Jak z resztą co dzień od kilku dni. Miasto wygląda jak smutna, zmokła kura. Niestety nie zanosi się żeby miało wkrótce przestać padać. Ale to nie koniec złych wiadomości. Okazuje się, że płatki śniadaniowe właśnie „wyszły” i na herbatkę też już nie ma czasu.  Bierzecie dwa łyki zimnej wody. Czujecie jak chłód spływa w dół przełykiem i wlewa się do żył…  Brrrrr! Ubieracie dres i przez piętnaście minut wiążecie buty. I jak co dzień zadajecie sobie pytanie, czy czasem nie oszaleliście? Ale zabrnęliście już tak daleko… Po cichu wymykacie się z mieszkania, żeby nie obudzić domowników, i ruszacie w drogę. Przed wami 15 kilometrów… I jutro też… i pojutrze…

No to teraz już wiecie jak to jest. Przed Szymonem naprawdę MEGA wyzwanie!. Wspomóżcie go koniecznie (i mnie przy okazji :). Zapraszam na stronę JEGO OKAZJI, po więcej szczegółów. Do zobaczenia na starcie!

 
Na turnusie
wtorek, 24 sierpnia 2010 21:14
Dałem się nabrać. To miały być wakacje z prawdziwego zdarzenia. Wypoczynek, masaże i zwiedzanie. Tymczasem wypoczynek to może mieli moi rodzice. Mnie zafundowali ciężką gimnastykę i zero masaży. Bo wiotkich dzieci się nie masuje :( Na szczęście na zwiedzanie nie mogę narzekać. Byłem na Szyndzielni i szalałem saneczkami po stoku Dębowca. Zawitałem też do Ustronia, do Parku Leśnych Niespodzianek. Wprawdzie kozy i jelenie puszczone w samopas to nie dla mnie, ale wilk z bajki o Czerwonym Kapturku rozbawił mnie do łez. Aaauuuuuuuu! :) Tacie najbardziej podobało się w Muzeum Browarnictwa w Żywcu.  Zwiedzanie połączone było z degustacją. Z powrotem musiała wieźć nas mama.

Wszystko to miało miejsce podczas turnusu rehabilitacyjnego w „Michałkowie”. Ośrodek wziął nazwę od imienia synka jego założycieli. Siedmioletni Michałek Ćwiertnia od urodzenia cierpi na Mózgowe Porażenie Dziecięce. Oprócz tego ma problemy ze wzrokiem. Niestety większość Ośrodków Wczesnej Interwencji opiekuje się dziećmi jedynie do siódmego roku życia. Dlatego też rodzice Michałka postanowili powołać do życia ośrodek otwarty na potrzeby wszystkich dzieci, który w dodatku zlokalizowany byłby w pobliżu miejsca zamieszkania. Oprócz wspaniałych rehabilitantów i nowoczesnego sprzętu atutem ośrodka jest kameralna atmosfera i lokalizacja w rejonie atrakcyjnym turystycznie. Zresztą sprawdźcie sami.

Na zdjęciu poniżej znajdują się moi nowi przyjaciele z „Michałkowa". Od lewej: Ania, Adrian i Maciuś (MPD). Zamiast Nikodema na rękach u Ani jest Olena (ta się wszędzie wtryni...).

 
Klaudia
niedziela, 01 sierpnia 2010 15:59
Kiedy zapytać: „Kto jest najpiękniejszą dziewczynką na świecie?” podnosi rączkę. A kiedy zapytać: „Kto jest najmądrzejszą dziewczynką na świecie?” podnosi drugą. To moja przyjaciółka Klaudia. Życie nie szczędziło jej trudnych chwil. Długie pobyty w szpitalach, gorączki, bezdechy, dziurka do brzuszka i karmienie przez strzykawkę. Potem diety i opieka hospicjum. Na szczęście byli z nią rodzice Magda i Artur. Jest przez nich bardzo kochana. I sama też ich bardzo kocha. Nawet kiedy lekarze już przygotowywali ich na rozstanie, nie poddała się. Taka właśnie jest Klaudia.klaudia_magda_artur.jpg
 
Więcej artykułów…
Strona 10 z 13