Witajcie na stronie Klubu Przyjaciół Tytusa!

Jest to wyjątkowe miejsce, tak jak wyjątkowy jest chłopiec, który zainspirował nas do powołania klubu (nawet teraz, kiedy piszę te słowa Tytus tarza się po dywanie, dusi mechanicznego motyla i śmieje się w głos).

Zapraszamy Was do jego świata. Świata małych kroczków na krętej i kamienistej, ale pięknej drodze, której cel wciąż jest nieznany. Dzięki Wam możemy przemierzać ją wspólnie. Dołączcie do nas, wstąpcie do Klubu Przyjaciół Tytusa.

Aktualności
Trzy słowa do ojca - maj 2013
piątek, 06 grudnia 2013 22:58

Dziś przy kolacji Tytus powiedział coś, co totalnie mnie rozwaliło.

Wróciłem z pracy o dziewiętnastej, zryty jak zwykle. Dzieci były chore więc Gosia była na mnie zła, że jestem późno, bo nie miała jak zrobić zakupów (zazwyczaj już po osiemnastej nasza „Biedzia” jest wymieciona ze świeżego pieczywa i trzeba się ratować paczkowanym). Gosia pobiegła więc do sklepu a mnie spotkał rzadki przywilej zaopiekowania się potworami. Na początku próbowałem im czytać, jednak pomysł sprawdził się tak sobie. Tytus głośno zawodził, najwyraźniej próbując mnie zagłuszyć a gdy mu się nie powiodło, zaczął, ot tak, pukać mi od spodu w książkę. Podchwyciła to Olena i już po chwili po chwili obydwoje ścigali się kto pierwszy wytrącił tacie książkę. Najspokojniej jak potrafiłem, oznajmiłem im, że wobec tego nie będziemy już czytać i że sobie idę, jednak odebrali to jako zaproszenie do następnej zabawy. Uczepili się moich nóg i udało im się mnie przewrócić. Olena wlazła mi na plecy i kazała się wieźć. Wtedy Tytus poczuł się pominięty i rozpętał jedną ze swoich histerii. Po tym wszystkim nakrzyczałem na nich i poszedłem obejrzeć dziennik w TV.

Niestety nie zdążyłem, bo przyszła Gosia i odwaliliśmy standardowy program małżeńskich czułości:

- Wolisz im zrobić kolację czy wyrzucić śmieci? – zapytała.

 
Upadl na głowę - sierpień 2013
czwartek, 05 grudnia 2013 22:43

Dźwięk transmitowany był z bardzo daleka. Jakimś cudem docierał do mnie, przenikał przez luki w synapsach myśli, omijał grzęzawiska skojarzeń i bocznym obwodem wślizgiwał się do świadomości. Był niezbyt głośny i nieszczególnie przykry, ale nieustępliwy w swojej metodyczności. Wydobywał na powierzchnię rzeczywistość pogrążoną w oceanie błogiego niebytu i poddawał ją reanimacji. Ten dźwięk domagał się mojej uwagi, pobrzmiewała w nim ta pewność, że będzie usłyszany. Jednocześnie budził niepokój. Jak coś trochę nie na miejsu i nie w porę. Jak telefon co nagle ożywa na biurku koleżanki, która odeszła z pracy dawno temu. Dzwoni i dzwoni. Próbujesz go ignorować, przecież "to-nie-do-ciebie," ale wiesz, że to na nic. Jakby mówił "Ha-lo! Wiem, że tam jesteś. Bądź dobrym chłopcem i odbierz wreszcie. Ha-lo!". W końcu się poddajesz. Zrezygnowany wstajesz, żeby go odebrać...

 

 
Synku, czy ty mnie słyszysz?
wtorek, 16 kwietnia 2013 20:29

Chyba powoli przywykamy do choroby Tytusa. Od pewnego czasu natężenie ekstremalnych przeżyć w związku z jego stanem wyraźnie zmalało. To uśpiło naszą czujność. Tym boleśniej  odczuwamy chwile kiedy choroba postanawia o sobie przypomnieć. Tak też było ostatnio.

Codzienne dziwaczne zachowania Tytusa są dla nas normalnością. Przyzwyczailiśmy się, że Tytus całymi dniami zalega na podłodze. Że potrafi bawić się strzykając śliną np. przez godzinę, albo dłużej. Że wybierając się gdziekolwiek, np. na spacer albo „na miasto” musimy zawsze przemyśleć, czy zmieścimy się gdzieś z wózkiem i czy w miejscu, w które się udajemy jest winda. Siłą rzeczy jesteśmy nieporównanie mniej mobilni niż inne rodziny, bez podobnego problemu. Wózek jest tu częstym argumentem. Nie chodzimy sobie na spacery tak po prostu. Zawsze i wszędzie targamy wózek. Dlatego zima jest dla nas tak żałosna. Nikomu nie chce się pchać tego cholernego wózka po śniegu. A nie wszędzie da się dojechać samochodem. Więc w weekendy najczęściej gnijemy w domu.

 
Strona 2 z 13