Witajcie na stronie Klubu Przyjaciół Tytusa!

Jest to wyjątkowe miejsce, tak jak wyjątkowy jest chłopiec, który zainspirował nas do powołania klubu (nawet teraz, kiedy piszę te słowa Tytus tarza się po dywanie, dusi mechanicznego motyla i śmieje się w głos).

Zapraszamy Was do jego świata. Świata małych kroczków na krętej i kamienistej, ale pięknej drodze, której cel wciąż jest nieznany. Dzięki Wam możemy przemierzać ją wspólnie. Dołączcie do nas, wstąpcie do Klubu Przyjaciół Tytusa.

Aktualności
Przygodo! Gdzie jesteś ?! – cz. 2
sobota, 30 marca 2013 18:07

Ponieważ obydwoje jesteśmy nieziemsko styrani,  marzy nam się odpoczynek w pięknych okolicznościach przyrody (i tego… niepowtarzalnej).

Ostatnimi czasy Skarb przystąpił do przetrząsania Internetu w poszukiwaniu wymarzonych wakacji. I tak jak w zeszłym roku, moja luba ma w związku z tym huśtawkę nastrojów właściwą dla kobiet w stanie błogosławionym. Przeżywamy wspólnie szybko następujące po sobie wzloty i upadki, nadzieje i zawody. Bo już, już coś wydaje się być wymarzonym ośrodkiem, z dużym domkiem z widokiem na jezioro, placem zabaw i całodziennymi animacjami dla dzieci, kiedy po telefonie okazuje się, że wszystko jest już dawno zarezerwowane naprzód, bodaj aż do dwa tysiące dwudziestego albo, że parking jest dodatkowo płatny prawie drugie tyle co domek (małym druczkiem). Albo w komentarzach ludzie piszą, że miejsce rzeczywiście jest super, o ile komuś nie przeszkadzają tabuny pijanej młodzieży i zarzygane chodniki.

Wszystko było jakieś nie takie. Zacząłem się zastanawiać czemu to u licha musi być takie trudne? Aż zapytany z nienacka przez żonkę, gdzie ja bym chciał pojechać wyrwało mi się, że marzy mi się przygoda. Spojrzała na mnie jakoś dziwnie, a ja się chyba zaczerwieniłem, bo zrozumiałem jaką palnąłem głupotę.

 
Przygodo! Gdzie jesteś? - cz.1
poniedziałek, 18 marca 2013 21:18

Parę dni temu uznaliśmy, że czas najwyższy zaplanować wakacje.

Ostatnimi czasy nasze myśli coraz częściej krążyły wokół tematu odpoczynku, gdyż zmęczenie i uparta zima dały nam się mocno we znaki i marzy nam się po prostu chwila wytchnienia.  Szczerze powiedziawszy nasze życie to cholerny obóz koncentracyjny. Jeśli o mnie chodzi, nie ma wielkiej różnicy między pracą a domem, bo w jednym jak i drugim miejscu muszę harować, żeby przetrwać. Zapieprzam na dwie zmiany - najpierw w pracy od rana do nocy, po czym wracam do domu i zasuwam przy dzieciach. To nie tak, że ich nie kocham. Wprost przeciwnie, kocham je bardzo mocno. Ale kiedy jest się na kogoś skazanym, to ta miłość zwyczajnie przechodzi …

 
Cudów nie było… - podsumowanie roku 2012
niedziela, 06 stycznia 2013 21:56

Cudów spektakularnych, jak w „Sprawie dla reportera”, rzeczywiście nie było. Ale były inne, równie cenne cudy dnia codziennego.

Pierwszym i najważniejszym cudem było to, że … przetrwaliśmy.

A nie było to proste. Bilans finansowy naszej rodziny w związku z rehabilitacją, leczeniem Tytusa i naszą codzienną egzystencją w pewnej chwili zepchnął nas do roli klientów opieki społecznej. Ale to była droga do nikąd więc musieliśmy się przegrupować. Konieczne stało się natychmiastowe odbudowanie mojej kariery zawodowej, abyśmy nie stoczyli się w ubóstwo. Niestety wiązało się to z przejęciem przez Gosię wszystkich moich dotychczasowych obowiązków domowych tj. organizacji rehabilitacji, opieki nad dziećmi i codziennych zakupów. Wywołało to pewne nieuniknione straty dla obydwu stron, ale pozwoliło nam odzyskać względną stabilizację w zakresie socjalno-bytowym.

Do strat zaliczyłbym:

 
Strona 3 z 13